facebook
Floriańska 3

Parafia katedralna
św. Floriana i św. Michała Archanioła
ul. Floriańska 3
03-707 Warszawa

tel. do kancelarii (22) 619 09 60
katedra.floriana@gmail.com

numer konta parafialnego 61 1050 1025 1000 0090 6976 5353 ING BANK ŚLĄSKI

Jesteś tutaj: katedra-floriana.waw.pl » Aktualności » Felietony

Maj jest miesiącem, gdy my kapłani przeżywamy rocznice swoich święceń. Przy tej okazji spotykamy się, składamy dziękczynne msze święte za dar kapłaństwa, wspominamy chwile spędzone w seminarium, a nierzadko też każdy z nas cofa się myślą do momentu wyboru takiej, a nie innej życiowej drogi.

Moja decyzja pójścia za Chrystusem była różnie odbierana. Jedni się dziwili, inni cieszyli, a część zachowywała dystans. Najbardziej jednak w moim postanowieniu, poza oczywiście rodzicami, utwierdził mnie mój kolega z warszawskich Szmulek z Targówka o pseudonimie Mgiełka. Będąc na pierwszym roku, a było to 26 lat temu, podczas przerwy semestralnej udaliśmy się z klerykami do kina na jakąś polską komedię. Na film przed kinem oczekiwało wiele osób. Nagle, jak mgiełka, pojawił się też mój kolega. Widząc mnie, na cały głos wydarł się: Cześć Kowal! Co się z tobą dzieje? Na księdza się uczysz? – Ciszej Mgiełka, nie krzycz tak głośno, bo wszyscy się gapią – mówię do niego. – Ależ czego ty się Kowal wstydzisz? Przecież księdze to intelegentne ludzie. Nie przejmuj się. Tylko słyszałem, że tam u was, to straszne kujoństwo – wydzierał się swoim tubalnym głosem.

Słowo ‘tajemnica’ wywołuje u nas najczęściej chęć dociekliwości. Tak na przykład jest z prawdami wiary, które są uznane, ale nie do końca pojęte. Choćby tajemnica Trójcy Świętej. Niewyobrażalna w swej istocie: jeden Bóg, ale w trzech osobach. Trudna do pojęcia jest także tajemnica eucharystii, czyli obecności Boga pod postacią chleba i wina. Na wiarę tylko przyjmujemy słowa: „Bierzcie i jedzcie, to jest ciało moje. Bierzcie i pijcie, to jest moja krew”. Czasami jesteśmy jak małe dzieci, które muszą dotknąć, by uwierzyć. Przypomina mi się zdarzenie, jakie miało miejsce w gimnazjum na Targówku, w którym uczyłem katechezy. Z okazji Dnia Dziecka miał być rozegrany mecz pomiędzy uczniami i nauczycielami. Przyszedłem na niego w dresach. Mała dziewczynka podeszła do mnie i zaczęła się bacznie przyglądać. Poznawała z twarzy, że jestem księdzem, ale wygląd nie pasował, bo brakowało sutanny. – To ksiądz Boguś? – zapytała i szturchnęła mnie palcem w brzuch, chcąc najwyraźniej sprawdzić, czy jestem prawdziwy. Podobnie z eucharystią. Trudno wytłumaczyć ją dzieciom. Bo oto biały opłatek po przeistoczeniu staje się ciałem Pana Jezusa, czyli hostią. Tylko głęboka wiara pozwala to uznać i przyjąć.

Zbliża się kolejny rok szkolny i młodzież na pewno z żalem żegna wakacje. Z żalem także wakacje żegnają nauczyciele, bo czeka ich dziesięć miesięcy ciężkiej pracy. Pracy mozolnej i niezwykle odpowiedzialnej. Ktoś naukowo stwierdził, że pobieranie nauki, jak też jej przekazywanie są jednymi z najtrudniejszych zajęć człowieka. Przysłowie „Bodajś cudze dzieci uczył” dosłownie wyraża nauczycielski trud. Szczególnie teraz, gdy uczeń ma wiele, wiele praw, zaś obowiązków niewiele. Każda klasa ma swojego wychowawcę. W tym miejscu pragnę odnieść się do tego wspaniałego określenia ‘wychowawca’. On poza tym, że uczy, to jeszcze wychowuje, a więc kształtuje charakter młodego człowieka. Jak wiemy najdoskonalszym wychowawcą był, jest i powinien być dla wszystkich Jezus Chrystus. On bowiem wypełniał całkowicie wszystko to, czego nauczał. Swoim życiem, a nawet męczeńską śmiercią, obrazował słowa, które wygłaszał do swych uczniów. Będąc nauczycielem, był też wychowawcą i jednocześnie wzorem do naśladowania. Nauczyciel bowiem wtedy jest wiarygodny, gdy czyni w życiu wszystko to, czego uczy. Dotyczy to oczywiście sfery moralnej i obyczajowej.

<< <  Strona 5 z 5