facebook
Floriańska 3

Parafia katedralna
św. Floriana i św. Michała Archanioła
ul. Floriańska 3
03-707 Warszawa

tel. do kancelarii (22) 619 09 60
katedra.floriana@gmail.com

numer konta parafialnego 61 1050 1025 1000 0090 6976 5353 ING BANK ŚLĄSKI

Jesteś tutaj: katedra-floriana.waw.pl » Aktualności » Felietony

Zielone Świątki należą do najważniejszych świąt kościelnych. Obchodzone są na pamiątkę zesłania Ducha Św. na apostołów w siódmą niedzielę i poniedziałek po Wielkanocy.

Pan Jezus przed Wniebowstąpieniem zapowiedział, że przyśle pocieszyciela w postaci Ducha Św., który da moc, światło i mobilizował będzie ludzi do czynienia dobra. Tak się dzieje. Doświadczyłem tego osobiście, będąc wikarym tuż po święceniach kapłańskich. Proboszcz parafii, gdzie przyszło mi pracować, zapowiedział w tygodniu, by nie przygotowywać kazania, bo podczas niedzielnej mszy św. odczytany zostanie list Episkopatu. Niestety, stało się, że proboszcz w niedzielę rano znalazł się w szpitalu i nie przekazał nikomu listu.

Byłem bardzo zdenerwowany, bo nie lubię być nieprzygotowany, a stało się, że nie zastanawiałem się wcześniej nad treścią kazania.

Niektóre pary narzeczeńskie są przekonane, że kiedy załatwią już wszystkie formalności i podpiszą akt ślubu, stają się małżonkami w dosłownym tego słowa znaczeniu. Do proboszcza jednej z podwarszawskich parafii, na dwa dni przed ślubem, przyszli narzeczeni podpisać najważniejszy dokument, bo akt ślubu.  Kiedy tego dokonali, narzeczony zwrócił się do proboszcza: - Księże proboszczu, skoro mamy już wszystkie formalności załatwione, to chyba można uznać, że jesteśmy małżeństwem i ostatnie dwie noce przed ślubem możemy już spędzić jak małżonkowie?  Ksiądz nie dał się zbić z tropu i mówi: - No, w zasadzie tak! Z tym, że jak przyjdziecie w sobotę, to tak się składa, że nie będzie żadnego księdza, bo wszyscy wyjeżdżamy na pielgrzymkę – widząc zaskoczenie w oczach młodych, dodał: – Nie martwcie się jednak. Ślubu udzieli wam kościelny. Nikt się nie pozna, a szczególnie wasi goście. Ubrany będzie w albę, a słowa przysięgi małżeńskiej dobrze zna, bo wielokrotnie asystował przy udzielaniu ślubu – mówił z poważną miną proboszcz.

Najbardziej lubianym miesiącem roku jest bez wątpienia maj. Dzieje się tak za sprawą świąt, które obchodzimy, jak też niezwykle uduchowionych, codziennych nabożeństw.

1 maja obchodzony był w minionych latach jako święto ludzi fizycznie pracujących. Głównie robotników. Nie myślę jednak, by chodziło propagandzie komunistycznej o czczenie w tym dniu św. Józefa Robotnika. Obecnie tak jest. Modliliśmy się więc tego dnia do św. Józefa, by pomógł nam zachować pracę, którą wykonujemy, jak też gorliwie modlimy się o jej znalezienie przez osoby będące na bezrobociu. Mogliśmy się również o światłość Ducha Świętego dla rządzących, by stwarzali nowe miejsca pracy. Pracować to nie tylko pozyskiwać pieniądze na życie, ale również mieć poczucie godności, że jest się potrzebnym i niezdanym na czyjeś utrzymanie. Zachęcam zatem, ażeby 1 maja pomyśleć o osobach, które szukają pracy i jeśli jest to w naszej gestii, pomóc im ją znaleźć.

Co jakiś czas w parafiach zbiera się pieniądze na utrzymanie seminariów duchownych. Wielu proboszczów, na tzw. niedziele powołań zaprasza kleryków i podczas kolejnych mszy odbywają się wspólne z parafianami modlitwy o nowe powołania kapłańskie. Jest też wtedy doskonała okazja do bardziej obfitych zbiórek na tacę z przeznaczeniem na seminarium, w którym dani klerycy kształcą się na kapłanów. Jeden z proboszczów wpadł na pomysł, by właśnie na niedzielę powołań zaprosić kleryków wyłącznie chudych. Zatelefonował do rektora seminarium i wyłożył swoją prośbę, tłumacząc, że kiedy jego parafianie zobaczą wychudzonych młodych ludzi, przepełni ich litość i sięgną głębiej do swoich portfeli czy portmonetek.

Ministranci bardzo są pomocni przy odprawianiu nabożeństw. Z powagą i należytą starannością służą do mszy i z pietyzmem wypełniają wszelkie z nią związane obowiązki. Każdy ksiądz bardzo się cieszy, gdy podczas nabożeństwa jest ich wielu, choć nie zawsze  jest do końca z ich pomysłów zadowolony. Jeden z kolegów księży opowiadał, jak to ministranci przeobrazili mszę wielkanocną w wojnę. Chłopcy, chcąc zabawić się, nasypali do kadzidła kapiszonów. Kiedy ksiądz zaczął  z namaszczeniem i należytą powagą okadzać przy ołtarzu Święty Sakrament, rozpętała się strzelanina, a z kadzidła sypały się iskry i wydobywały języki ognia. Najbliżej znajdujący się wierni skryli się za ławkami, a matki osłaniały własnym ciałem dzieci.

Strona 1 z 3  > >>